Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCIE POZA KUCHNIĄ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCIE POZA KUCHNIĄ. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

Aktualna lektura



  Rzadko zdarza mi się PRZEczytać jakąś książkę, czyli wziąć ją, zacząć i skończyć. Czytam trochę tu, trochę tam - zazwyczaj mało regularnie i pewnie zbyt rzadko. Ale lubię to. Lubię zaczynać książki i dawać im tyle czasu ile tylko zechcą, by dojrzeć na półce.. ;) Wyjątek stanowią książki z biblioteki, bo te, jak wiadomo, mają dość krótki termin "ważności". 


  Taką właśnie książką jest "Księga kodów podświadomości" - lekka lektura, którą traktuję jako wietrzenie umysłu pozytywnym myśleniem Beaty Pawlikowskiej :) 

  "Dziki ojciec" to książka o ciekawym pomyśle na wychowywanie dzieci. Wbrew tytułowi nadaje się również dla matek. Spodobała nam się ze względu na idee w niej przedstawione, jak również wartości wyznawane przez autora, które zbiegają się z naszymi. 

  "Dziecko dla odważnych" to z kolei niezawodny sposób na zły humor. Naprawdę - już parokrotnie słuchanie jej wyciągnęło mnie z odmętów czarnej rozpaczy ;)

  "Europa". To z ambicji. Byłam z siebie dumna, kiedy dochodziłam do końca wstępu :D To też próba walki z moją porażającą i wstyd przynoszącą niewiedzą historyczną. Napisana bardzo ciekawie, bardzo szczegółowo i, jak na książkę historyczną, z dużą dozą inteligentnego (czasem nawet ja nie łapię) humoru. Ma taką jedną wadę - naprawdę CIĘŻKO zabrać ją gdzieś ze sobą. 



  A jeśli by się upierać przy skończonych lekturach, a nie tylko zaczętych to proszę bardzo, oto ona - ostatnia książka, którą wzięłam i po prostu przeczytałam, bo inaczej się nie dało. Poziom abstrakcji jaki osiąga sposób myślenia i postępowania bohaterów tej książki jest doprawdy rozbrajający :)

  To już ostatni dzień blogowego wyzwania Uli. Dziękuję za wspólną zabawę, jeśli tak to można nazwać, i do następnego razu - mam nadzieję, że za miesiąc też uda mi się wziąć udział w tym niezwykle inspirującym i wymagającym festiwalu kreatywności :)  

  A od jutra zapraszam do kulinarnej codzienności mojego bloga - postaram się wysmażyć coś pysznego (może na słodko?)..

czwartek, 21 maja 2015

Nawyki, czyli droga w budowie :)

  Nawyki.. Ja mam jakieś nawyki? I to wymagające zmiany? Nie, nie przypominam sobie.. Najprostszą dla mojego ego, a jednocześnie najbardziej niewiarygodną dla mojego umysłu odpowiedzią na pytanie o złe nawyki jest uznanie, że ich nie mam. Ponieważ wiem, że to nieprawda, zastanawiam się dalej. I pewnie trochę to potrwa, zanim odkryję je wszystkie (jeśli to w ogóle możliwe), bo, jak stwierdzam, trudno mi przyznać się przed samą sobą, że coś muszę zmienić! 


  Do tej pory udało mi się zauważyć parę najbardziej oczywistych z racjonalnego punktu widzenia:
  1. włączanie komputera od razu po śniadaniu, lub jeszcze w trakcie przygotowywania go
  2. odkładanie sprzątania i innych rzeczy wymagających wysiłku na później
  3. jedzenie z nudów (tym gorzej, jeśli jest to byle co)
  4. ...
  Usłyszałam kiedyś, że żeby zmienić nawyk trzeba wyrobić nowy, który go zastąpi. Wtedy też zapadło mi w pamięć bardzo trafne porównanie starego nawyku do dobrej, szerokiej szosy. Przy nim nowy nawyk to powoli tworząca się ścieżka leśna. Jeśli będziemy coraz częściej używali tej niewygodnej z początku ścieżki, to ona się poszerzy, wyrobi i w końcu okaże się lepsza od tamtej, a dzięki temu chętniej przez nas wybierana. Czyż to nie jest obrazowe przedstawienie sprawy? :) 

  Zatem następny krok, jeśli już wyłapaliście swoje złe nawyki, to wymyślenie nowych, które będą w stanie je zastąpić. Ja zacznę od wymyślenia zamiennika dla każdego z moich złych przyzwyczajeń. Najlepiej, żeby było to coś, co chciałabym wprowadzić jako zdrowy nawyk. No i oczywiście żeby łączyło się z czymś przyjemnym :) 

  Oto pierwsze, które przyszły mi do głowy:
  1. ruch! - gimnastyka lub chociaż regularne spacery - w końcu zaczęła się najprzyjemniejsza pora roku, więc nagrodą będzie np. dobre samopoczucie, a może chwila spędzona z książką w przyjemnym miejscu?
  2. sprzątanie na bieżąco - codziennie mało (może zamiast jedzenia z nudów), a w nagrodę np. wolne weekendy :) 
  3. ...

Podoba Wam się taka zamiana? Ciekawa jestem, jakie Wy macie pomysły na nowe, dobre nawyki? 



środa, 20 maja 2015

Szczęście na fotografii

  W ramach wyzwania Uli postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami, które dla mnie są obrazem szczęścia :) 

My chwilę po ślubie..  

  Długo wyczekiwany dzień przyniósł nam prawdziwy ogrom radości. Zgadzam się z tym, że nie można być szczęśliwym non stop w sensie przeżywania błogostanu. Nam jednak bardzo często towarzyszy poczucie zadowolenia z życia - ze zwykłej codzienności ale też z wyjątkowych momentów i cudów Pana Boga, które nas spotykają. 


..nasza córeczka z zębami ;).. 

  Jednym z takich cudów jest nasza córeczka, która ma się dopiero urodzić. Dlaczego? 
  Po pierwsze - to naprawdę niepojęte, że jakiś nowy człowiek rośnie mi w brzuchu. Niby wiadomo jak to się dzieje, ale mimo wszystko - to trochę dziwne uczucie ;) I chociaż wydaje się, że wiemy co, jak i kiedy, to jednak nie od nas zależy, czy powstanie nowe życie. Dlatego już sam fakt poczęcia jest wg mnie ogromną tajemnicą i cudem. 
  Po drugie - życie tego dziecka było zagrożone od samego początku i przez pierwsze 3 czy 4 miesiące żyliśmy w niepewności co do jego dalszego losu. A dziś jest już wszystko w porządku i możemy spokojnie czekać na jego narodziny :)


..i rodzina, a raczej nasze obie rodziny w niezłym chaosie :) 

  Właśnie tak to wygląda - rodzice i ich liczne potomstwo, które trudno zebrać do kupy, a jeszcze trudniej zmusić, żeby się nie ruszało. Tu się wszystko zaczęło i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Kolejny Boży cud - nic dodać, nic ująć :) 



  Dla mnie szczęście to nie tylko te wszystkie radosne chwile, ale również zwykłe, szare, które z nimi kontrastują i pozwalają dostrzec wyjątkowe piękno tych pierwszych :) Bez nich nie byłoby tak ciekawie, nie uważacie?

wtorek, 19 maja 2015

Tego chciałabym się nauczyć - TOP 5


  Postanowiłam podjąć wyzwanie Uli i pisać przez 5 dni  na zadane przez nią tematy. Zamiast pomysłu na obiad prezentuję więc tekst z rodzaju "poznajmy się". Mam nadzieję, że się najecie ;)


  Trochę czasu zajęło mi zastanawianie się nad tym, czego ja właściwie bym chciała. Myślałam i myślałam.. W końcu spisałam kilka pierwszych co ważniejszych myśli, które przyszły mi do głowy. Oto one - pięć rzeczy, których chciałabym się nauczyć:

1. Regularności w sprzątaniu
  Taka moja nowa ambicja - chcę zerwać z przyzwyczajeniem do swojego "artystycznego nieładu". Na razie zaczęłam pomału ogarniać swoje wieczne bałagany, czyli złogi różnych rzeczy, z których "kiedyś coś na pewno zrobię", ale nigdy nie starcza mi czasu, albo o nich nie pamiętam bo leżą gdzieś (np. w kanapie) i nie pamiętam już nawet, że w ogóle mam takie "skarby". Wywlekam je na wierzch i porządkuję. Tak zrobiłam ostatnio np. ze szmatami, tzn. z ubraniami do naprawy (niektóre czekają na nią już parę lat!), materiałami do szycia, włóczkami - posegregowałam je na kategorie i popakowałam do porządnych pudełek, które zmieszczą się na półkę regału - będą więc w widocznym miejscu i łatwo dostępne. Łatwiej będzie się za nie zabrać :)
  Do rozpoczęcia działań porządkowych natchnęła mnie Ania, której bloga odkryłam całkiem niedawno i bardzo się z tego cieszę :)

2.  Angielskiego, niemieckiego i paru innych takich
  Nie wiem czemu, ale przyczepiło się do mnie, że chcę się nauczyć wielu języków.  Fakty jednak są takie, że wszystko, czego zdołałam się nauczyć po francusku, włosku, hiszpańsku, niemiecku, łacinie, czy estońsku to podstawy podstaw. Angielski zdołałam opanować w trochę większym stopniu, ale to tylko dzięki temu, że byłam 4 miesiące za granicą, czyli życie mnie zmusiło ;) No i rosyjskiego też troszkę więcej liznęłam, ale na pewno nie w mowie.
  Najlepsze jest to, że nic jak dotąd nie zdołało zachwiać mojego wewnętrznego przekonania, że mam tzw. "zdolności językowe" i łatwość w wychwytywaniu brzmieniowych niuansów obcej mowy. Trwam w tej pewności i chyba tylko mój słomiany zapał i lenistwo powodują, że poddaję się w nauce jakiegokolwiek języka obcego, bo przecież nie brak wiary we własne możliwości..

3. Wyrzucania zbędnych pamiątek bez zbędnego żalu
  Dlaczego? Bo mam mnóstwo rzeczy, które leżą gdzieś nieużywane, nierozpakowane od paru już przeprowadzek tylko dlatego, że wiążą się z nimi "jakieś" wspomnienia. Jak się zastanowię, to to nawet niekoniecznie są jakieś cenne wspomnienia - ot, jakieś małe wydarzenie, a już kolejna pamiąteczka powiększa grono gratów w jakimś pudełku.
  Jeden problem to takie właśnie mało ważne śmieci, a drugi to pamiątki, które jednak są z jakiegoś powodu ważne, bo z nimi jeszcze wiążą się jakieś sentymenty i cenne wspomnienia. Te chciałabym umieć porządkować, może jakoś wkomponowywać w otoczenie, żeby miały szansę częściej przywoływać miłe uczucia z nimi związane, a nie leżeć w zapomnianych zakamarkach do których nie zaglądam częściej niż raz do roku.

4. Nieodkładania działań na później
  Nie wiem, czy to wymaga komentarza. Chyba już wszyscy wiedzą dlaczego nie warto odkładać, a warto działać. Problem leży w tym, żeby tę wiedzę zastosować w praktyce :] No dobrze, powiem dlaczego ja chciałabym się tego nauczyć. Dlatego, że zbyt wiele pomysłów pozostaje w mojej głowie, podczas gdy dobrze wiem, że ich przeznaczeniem jest świat zewnętrzny i realne formy, a nie odmęty mojej wyobraźni.

5. Tu i teraz, czyli niebania się na zapas
  Nie chcę, żeby myśl o przyszłości budziła we mnie lęk, a tak się czasem zdarza - zwłaszcza kiedy pomyślę o możliwych wojnach, kataklizmach i innych nieszczęściach, które chodzą po ludziach. Ciągle się jeszcze uczę, że istnieje tylko dzień dzisiejszy; że przyszłość, której się boję, kiedy staje się teraźniejszością nie jest już taka straszna - szkoda więc nerwów :) Jak mówi tekst jednej z piosenek Luxtorpedy: "Co było to było, co ma być - będzie. Tu i teraz - to moje orędzie".
Chcę się nauczyć tego tak, żeby weszło mi w krew.


To tyle. Pewnie znalazłoby się więcej, ale po co się rozwlekać ;)
A jak tam u Was? Czy wiecie, czego Wy chcielibyście się nauczyć?